Pokazywanie postów oznaczonych etykietą walka z trądzikiem. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą walka z trądzikiem. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Effaclar K- powrót do łask?

Hejka! :* Nie wiem czy zauważyliście, ale na blogu dawno nie gościła taka typowa recenzja produktu. Wiem, że strasznie się opuściłam (mea culpa!), ale nawet nie zauważyłam jak odpłynęłam na rubieże kosmetyczne :P Dzisiaj postaram się to nadrobić, a na tapecie będzie kremik powszechnie znany w blogosferze, czyli Effaclar K. Swoją przygodę z tym specyfikiem zaczęłam jeszcze w liceum (będzie jakieś sto lat świetlnych temu;p), kiedy to bezskutecznie zmagałam się z trądzikiem. Pomimo tragicznego stanu mojej skóry, całkiem dobrze radził sobie z moją paszczą dinozaura. Potem przez długi, dłuuugi czas z racji retinoidoterapii omijałam szerokim łukiem wszelkie kwasy. Dopiero jakiś czas temu przypomniałam sobie o tym cudaku, a raczej przypomniała mi o nim promocja w Super-Pharm :P I  to na tyle skutecznie, że Effaclar K wylądował w mojej łazience ;D Z niewielkimi, kilkudniowmi przerwami, stosuję go od 3 miesięcy, także myślę, że spokojnie mogę Wam przedstawić moje wrażenia związane z jego stosowaniem. Jeśli jesteście głodni szczegółów, zapraszam do dalszej części!

piątek, 4 kwietnia 2014

Czas na wieczorny relaks z nawilżającą maseczką od Luvos.

Jak wyobrażam sobie idealny, wieczorny relaks? Szczerze? Na ogół po dniu pełnym wrażeń (stresująca praca, wycisk na siłowni, itd...) moje fantazja ogranicza się do ciepłych kapci, kubka kakao i maksymalnej bliskości mojego umiłowanego wyrka. Ale są dni kiedy mam ochotę na coś więcej. Kiedy chcę zrobić coś dla siebie i poczuć się naprawdę wyjątkowo. Wtedy puszczam ulubioną muzykę, zapalam świece, szykuję pachnącą kąpiel z bąbelkami i robię sobie maseczkę :) Ot co, niby takie nic, a działa cuda. I na tym ostatnim punkcie chciałabym się dzisiaj skupić i przedstawić Wam umilacza moich ostatnich wieczorków spa. Jak już kilkakrotnie wspominałam, jestem fanką wszelkiego rodzaju maseczek do twarzy, zwłaszcza tych, które cechują się dość nietypowymi rozwiązaniami, takimi jak formuły 'sheet mask' i 'peel-off'. To jednak od czasu do czasu, funduję sobie powrót do tradycji i stosuję zwyczajne zmywalne maski. I tak jakiś czas temu w moje łapki wpadła nawilżająca maska Luvos, która przebojem wdarła się do mojej łazienki i znalazła tam swoje miejsce na stałe :)

Dla zainteresowanych kilka słów wstępu:
Glinka Luvos ® to w 100% naturalny less, będący unikalną mieszanką minerałów i pierwiastków śladowych, takich jak: krzem, wapń, potas, żelazo, magnez, miedź, selen i cynk. Less, na bazie którego produkowane są kosmetyki z glinką Luvos®, jest pylastą skałą osadową. Aby uzyskać proszek mineralny (glinkę) w postaci, jakiej ją znamy, skała ta przed rozdrabnianiem jest poddawana działaniu wysokiej temperatury (rzędu 130 C), w wyniku czego jest ona oczyszczana z drobnoustrojów. Otrzymana glinka jest produktem naturalnym, bez chemicznych czy innych dodatków, który dzięki swojej małocząsteczkowej strukturze posiada unikalną zdolność do reagowania z innymi składnikami (m.in. wiąże ona szkodliwe substancje i czynników podrażniające, przez co znalazła ona zastosowanie w oczyszczaniu i pielęgnacji skóry oraz włosów).

czwartek, 27 marca 2014

Czarodziej od Sylveco, czyli o kremie brzozowo-nagietkowym z betuliną :)

Czasami mam wrażenie, że poszukiwania idealnego kremu do twarzy można porównać do poszukiwania zaginionego, świętego graala czy wygranej w lotto... Dotychczas stosowane przeze mnie kremy owszem, miały pewne niewątpliwe zalety, ale nie były też pozbawione mocno zniechęcających wad... Aż tu przypadkiem, skuszona promocją, nabyłam zestaw kosmetyków Sylveco. I bach, trafiło mnie, jak strzałą amora :D 

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...