Jak wyobrażam sobie idealny, wieczorny relaks? Szczerze? Na ogół po dniu pełnym wrażeń (stresująca praca, wycisk na siłowni, itd...) moje fantazja ogranicza się do ciepłych kapci, kubka kakao i maksymalnej bliskości mojego umiłowanego wyrka. Ale są dni kiedy mam ochotę na coś więcej. Kiedy chcę zrobić coś dla siebie i poczuć się naprawdę wyjątkowo. Wtedy puszczam ulubioną muzykę, zapalam świece, szykuję pachnącą kąpiel z bąbelkami i robię sobie maseczkę :) Ot co, niby takie nic, a działa cuda. I na tym ostatnim punkcie chciałabym się dzisiaj skupić i przedstawić Wam umilacza moich ostatnich wieczorków spa. Jak już kilkakrotnie wspominałam, jestem fanką wszelkiego rodzaju maseczek do twarzy, zwłaszcza tych, które cechują się dość nietypowymi rozwiązaniami, takimi jak formuły 'sheet mask' i 'peel-off'. To jednak od czasu do czasu, funduję sobie powrót do tradycji i stosuję zwyczajne zmywalne maski. I tak jakiś czas temu w moje łapki wpadła nawilżająca maska Luvos, która przebojem wdarła się do mojej łazienki i znalazła tam swoje miejsce na stałe :)
Dla zainteresowanych kilka słów wstępu:
Glinka
Luvos ® to w 100% naturalny less, będący unikalną mieszanką minerałów i
pierwiastków śladowych, takich jak: krzem, wapń, potas, żelazo, magnez, miedź, selen i cynk. Less, na bazie którego
produkowane są kosmetyki z glinką Luvos®, jest pylastą skałą osadową.
Aby uzyskać proszek mineralny (glinkę) w postaci, jakiej ją znamy, skała ta przed rozdrabnianiem jest poddawana działaniu wysokiej temperatury (rzędu 130 C), w wyniku czego jest ona oczyszczana z drobnoustrojów. Otrzymana glinka jest produktem naturalnym, bez
chemicznych czy innych dodatków, który dzięki swojej małocząsteczkowej strukturze posiada unikalną zdolność do reagowania z innymi składnikami (m.in. wiąże ona szkodliwe substancje i czynników podrażniające, przez co znalazła ona zastosowanie w oczyszczaniu i pielęgnacji skóry oraz włosów).
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą maseczka do twarzy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą maseczka do twarzy. Pokaż wszystkie posty
piątek, 4 kwietnia 2014
czwartek, 23 stycznia 2014
'Sheet mask' od Lioele :)
Hejka! Dzisiaj chciałabym Wam zaprezentować przedstawiciela mojego drugiego ulubionego rodzaju maseczek pielęgnacyjnych do twarzy (pierwszym - jak już kilkakrotnie wspominałam są maseczki w formule peel-off). Natomiast dzisiaj będzie mowa o 'sheet mask', czyli dość nietypowym rodzaju maseczki bardzo powszechnym w Azji (choć i u nas ta forma zaczyna się cieszyć coraz większą popularnością :). W dużym skrócie: 'sheet mask' - w dosłownym tłumaczeniu 'maseczka w płachcie' - to maseczka w postaci tkaniny (najczęściej z bawełny) nasączonej kosmetykiem. Takie rozwiązanie pozwala na na dłuższe działanie dobroczynnych substancji naturalnie występujących w ciekłej postaci, bez konieczności stosowania sztucznych zagęszczaczy, które niekoniecznie służą naszej cerze. Zastosowanie tkaniny nie tylko uniemożliwia spływanie naszej maseczki, ale również wydłuża czas potrzebny na jej wyschnięcie, a zatem i czas jej właściwego działania. W zasadzie każda szanująca się azjatycka marka ma w swojej ofercie takie maseczki. I właśnie jedną z nich jest Lioele.
Lioele
to znana koreańska firma kosmetyczna założona w 2003 roku. Jej misją jest
tworzenie produktów do pielęgnacji skóry oraz makijażu, które pozwolą
poczuć się pięknie i wyjątkowo każdej ich użytkowniczce.
Kosmetyki Lioele
charakteryzują się nie tylko wysoką jakością oraz skutecznością,
posiadają również wyjątkowo uroczy i dziewczęcy design. Każde opakowanie
wykonane jest z niezwykłą precyzją tak, aby wyglądało elegancko i
pięknie (oczywiście zgodnie z azjatyckimi trednami, które, jak doskonale wiecie, odbiegają od 'typowo europejskiej' estetyki :P).
sobota, 17 sierpnia 2013
No to hop!
Z racji dużych ilości wolnego czasu, postanowiłam zaanektować sobie niewielką część blogosfery i stworzyć własny 'kącik', w którym będę dzielić się wszystkim tym, co mnie cieszy, smuci, frustruje czy fascynuje. W decydującej jednak części chcę poświęcić tego bloga pielęgnacji oraz moim sposobom na dobre samopoczucie, które przecież jest z tym nierozerwalnie związane. Jestem świeżakiem w tych sprawach, dlatego proszę o wyrozumiałość :))
Na pierwszy ogień rzucam moją opinię, która będzie dotyczyć przedstawiciela jednego z moich ulubionych typów maseczek, czyli peel-off. Bardzo lubię produkty peel-off, ponieważ podoba mi się w nich sposób oczyszczania skóry poprzez "ściąganie" wyschniętej maseczki wraz z wszelkimi zanieczyszczeniami – mam wtedy wrażenie, że moja skóra jest naprawdę oczyszczana. Ku mojej rozpaczy taka forma maseczek nie jest szczególnie popularna u nas, w odróżnieniu chociażby od Azji. (Kilka z tamtejszych produktów miałam okazję już wypróbować, o czym postaram się napisać w kolejnych postach.)
Na pierwszy ogień rzucam moją opinię, która będzie dotyczyć przedstawiciela jednego z moich ulubionych typów maseczek, czyli peel-off. Bardzo lubię produkty peel-off, ponieważ podoba mi się w nich sposób oczyszczania skóry poprzez "ściąganie" wyschniętej maseczki wraz z wszelkimi zanieczyszczeniami – mam wtedy wrażenie, że moja skóra jest naprawdę oczyszczana. Ku mojej rozpaczy taka forma maseczek nie jest szczególnie popularna u nas, w odróżnieniu chociażby od Azji. (Kilka z tamtejszych produktów miałam okazję już wypróbować, o czym postaram się napisać w kolejnych postach.)
Prezentowana maseczka to produkt rossmannowskiej marki Rival de Loop.
Na opakowaniu możemy znaleźć obietnicę producenta, jakoby maseczka ta
głęboko oczyszczała pory, nadając tym samym skórze gładki, jedwabisty wygląd.
Czas to sprawdzić!
Oryginalna nazwa: Rival de Loop, Peel - Off Maske Aloe Vera & Kamillenextrakt (peel –
off)
Opakowanie: miękka folia
koloru zielonego, zawiera 2 saszetki oddzielone perforacją, każda saszetka
zwiera 8ml produktu (ilość w zupełni wystarczająca, aby dokładnie pokryć
maseczką całą skórę twarzy)
Dodatkowo na opakowaniu możemy zauważyć znak „Vegan”.
W praktyce
oznacza to, że żaden ze składników wykorzystanych do produkcji tej maseczki nie był pochodzenia
zwierzęcego. Zainteresowanych odsyłam do źródła klik!
Cena: 1,50zł 2x8g
Skład: Aqua, Alcohol
Denat., Polyvinyl Alcohol, Glycerin, pPolyglyceryl-10 Laurate, Aloe Barbadensis
Leaf Juice, Butylene Glycol, Parfum, Chamomilla Recutita Flower Extractum,
Bisabolol, Citric Acid, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate.
Skład niestety nie powala…
- wysoko alkohol, duuużo
alkoholu (UWAGA! Może wysuszać! ) - zresztą przy aplikacji maseczki jego
intensywna woń daje o sobie wyraźnie znać
- sok z aloesu dopiero w połowie składu
- wyciąg z rumianku na dalszych pozycjach
- bisabolol (składnik rumianku) o działaniu kojąco-łagodzącym
- kwas cytrynowy
- glikol butylenowy, gliceryna, -nawilżacze
- emulgator
- bisabolol (składnik rumianku) o działaniu kojąco-łagodzącym
- kwas cytrynowy
- glikol butylenowy, gliceryna, -nawilżacze
- emulgator
- ostatnie dwie pozycje to konserwanty
Chociaż skład nie jest zbytnio
zachęcający, to ostrzegam przed przedwczesną dyskwalifikacją tego produktu! Jak
to w życiu bywa, wszystkiego trzeba doświadczyć na własnej skórze, aby móc
wyrobić sobie o czymś właściwe zdanie, tak jest i z tą maseczką.
Konsystencja:
Maseczka ma postać przezroczystej, bardzo lepkiej mazi, co jednak nie
nastręcza problemów przy aplikacji, ponieważ łatwo się rozprowadza po
powierzchni skóry twarzy. Samemu nakładaniu towarzyszy trudny do opisania
zapach (na pewno nie wiele mający wspólnego z aloesem czy rumiankiem ;p; w
skrócie: zalatuje chemią) oraz przebijająca się nieznośna nuta alkoholu.
Aplikacja:
Zgodnie z zamieszczoną na opakowaniu instrukcją: po umyciu maseczkę
należy nałożyć na skórę twarzy, omijając przy tym okolice oczu. (Polecam mijać
także miejsca „owłosione” – brwi, linie włosów, bo po zaschnięciu trudno usunąć
maseczkę, bez niechcianej depilacji ;p) Następnie pozostawić na 15 minut do
wyschnięcia. Zaraz po nałożeniu maseczki na twarz, czujemy delikatny chłód, ale
uczucie to z czasem ustępuje. W tym czasie maseczka o początkowej postaci gładkiej jednolitej warstwy, zaczyna się
ściągać, co możemy odczuć poprzez skrępowanie naszej mimiki. Maskę należy
pomału usunąć zaczynając od zewnętrznych krawędzi twarzy. Po zdjęciu zostaje
nam w dłoniach taki oto „duszek” ;p (Mina mojego Tżta na widok liniejącej mu
dziewczyny – bezcenna. Od tej pory biedny chłopina stara się nie zakłócać
mojego czasu dla siebie ;D). Producent zaleca,
aby stosować maseczkę 1 - 2 razy w tygodniu.
Działanie:
Efekty zauważalne już po pierwszym użyciu! Skóra jest gładsza,
zmatowiona, o jednolitym kolorycie oraz przyjemnie odświeżona. Jeśli chodzi o
zachwalany przez producenta efekt oczyszczania, to stwierdzam, że jest on
zadowalający jak za tę cenę (choć jak dla mnie, jako osoby o cerze mieszanej ze
skłonnością do zapychania- ZAWSZE mogłoby być lepiej!). Nie zauważyłam
wprawdzie tego głębokiego oczyszczania porów ani ich zwężania, ale moja cera
zdecydowanie polubiła tę maseczkę.
Stosuję ją 3 razy w tygodniu. Szczególnie polecam ją, jako krok
poprzedzający nałożenie makijażu. Make-up trzyma się wtedy lepiej twarzy i
również dłużej pozostaje nienaruszony.
Dla mnie to pielęgnacyjny MUST
HAVE! Ciężko o godne zastępstwo w tak niskiej cenie! Dlatego zawsze mam
zapas tej maseczki w mojej łazience.
PODSUMOWANIE 5,5/6
+ formuła peel-off
+ podział maseczki na 2 odrębne saszetki, przez co nic nie wysycha i się
nie marnuje
+ wydajność
+ zadowalające działanie
+ łatwa dostępność i niska cena
- skład
- intensywny zapach alkoholu
- zmywanie maseczki z dłoni po zakończonej aplikacji (wymaga czasu,
cierpliwości, no i dużeeej ilości ciepłej wody ;p)
- trudno usuwa się przy linii włosów oraz brwiach
Subskrybuj:
Posty (Atom)

