czwartek, 23 stycznia 2014

'Sheet mask' od Lioele :)

Hejka! Dzisiaj chciałabym Wam zaprezentować przedstawiciela mojego drugiego ulubionego rodzaju maseczek pielęgnacyjnych do twarzy (pierwszym - jak już kilkakrotnie wspominałam są maseczki w formule peel-off). Natomiast dzisiaj będzie mowa o 'sheet mask', czyli dość nietypowym rodzaju maseczki bardzo powszechnym w Azji (choć i u nas ta forma zaczyna się cieszyć coraz większą popularnością :). W dużym skrócie: 'sheet mask' - w dosłownym tłumaczeniu 'maseczka w płachcie' - to maseczka w postaci tkaniny (najczęściej z bawełny) nasączonej kosmetykiem. Takie rozwiązanie pozwala na na dłuższe działanie dobroczynnych substancji naturalnie występujących w ciekłej postaci, bez konieczności stosowania sztucznych zagęszczaczy, które niekoniecznie służą naszej cerze. Zastosowanie tkaniny nie tylko uniemożliwia spływanie naszej maseczki, ale również wydłuża czas potrzebny na jej wyschnięcie, a zatem i czas jej właściwego działania. W zasadzie każda szanująca się azjatycka marka ma w swojej ofercie takie maseczki. I właśnie jedną z nich jest Lioele.
Lioele to znana koreańska firma kosmetyczna założona w 2003 roku. Jej misją jest tworzenie produktów do pielęgnacji skóry oraz makijażu, które pozwolą poczuć się pięknie i wyjątkowo każdej ich użytkowniczce.

Kosmetyki Lioele charakteryzują się nie tylko wysoką jakością oraz skutecznością, posiadają również wyjątkowo uroczy i dziewczęcy design. Każde opakowanie wykonane jest z niezwykłą precyzją tak, aby wyglądało elegancko i pięknie (oczywiście zgodnie z azjatyckimi trednami, które, jak doskonale wiecie, odbiegają od 'typowo europejskiej' estetyki :P).
Nazwa produktu: Lioele Perfect Trouble Clear Essence Mask z serii Lioele Perfect Essence Mask Opakowanie: Miła dla oka srebrzysta saszetka o designie typowym dla linii Lioele Perfect Essence Mask, z motywem gałązek drzewa herbacianego. Pojemność saszetki - 20g. Zawiera ona pojedynczą maseczkę z bawełnianej płachty zanurzoną w dość gęstej cieczy o lekko żelowej konsystencji.


Skład: Water / Aqua, Butylene Glycol, Glycerin, Oryza Sativa Bran Extract, Phaseolus Radiatus Extract, Viola Odorata Leaf Extract, Portulaca Oleracea Extract, Melaleuca Alternifolia Leaf Oil, Sodium Hyaluronate, Betain, Dipotassium Glycyrrhizinate, Polysorbate 80, Carbomer, Sodium Hydroxide, Disodium EDTA, Methylparaben, Phenoxyethanol

- humektanty
- ekstakt z otrąb ryżu siwnego, wykazujący działanie silnie regeneracyjne i nawilżające (
zawiera oryzanol, który poprawia mikrocyrkulację krwi, a to z kolei korzystne wpływa na regenerację naskórka)

 - ekstakt z fasli mung  - działanie regnerujące oraz oczyszczające i detoksykujące, dodatkowo wykazuje silne działanie przeciwko starzeniu się skóry oraz sprzyja wyrówanywaniu kolorytu cery (według najnowszych badań sprawdza się w tej roli znacznie lepiej niż osławiona witamina C!); kosmetyki z tym składnikiem są szczególnie wskazane u osób z cerą tłustą oraz problemową/trądzikową
- ekstrakt z liści fiołka (wonnego)  - posiada właściwości przeciwzapalne, rozjaśnia i wygładza skórę. Charakteryzuje się wysoką zawartością flawonoidów, składników mineralnych, witaminy C, saponin, antocyjany, karotonoidów, garbników, kwasu salicylowego oraz kwasu kawowego.. Pomaga w walce z trądzikiem, łagodzi łojotok, uszczelnia naczynia krwionośne, goi rany, zadrapania i owrzodzenia. 
ekstrakt z portulaki warzywnej  - działa tonizująco, gojąco i antytoksycznie. 
- olejek eteryczny z liści drzewa herbacianego  - ma działanie antyseptyczne, antybakteryjne i przeciwzapalnie.
- pochodna lukrecji  o łagodzącym działaniu, usuwa podrażnienia, działa przeciwzapalnie. przeznaczony jest dla skory wrażliwej
- emulgator
- regulatory  (reologii), zw. kompleksujące jony metali, konserwanty 
- parabeny :(( - konserwanty, które mają za zadanie zapobiegać nadkażeniu bakteryjnemu kosmetyku; niestety coraz więcej badań dowodzi szkodliwości tych związków (w tym przypisuje się im udział w etiologii raka piersi)

Zapach: Maseczka ma dośc intensywny zapach olejku z drzewa herbacianego, co mnie akurat nie przeszkadzało, a wręcz przeciwnie! Lubię ten zapach :) i cenie sobie działanie tego olejku. Natomiast jeśli nie przepadacie za tym zapachem to musicie mieć to na uwadze.

Wskazówki, co do jej aplikacji znajdziecie na zdjęciu poniżej :)
 Mogą wystąpić małe problemy z dopasowaniem wykroju (tzn. zbyt małe otwory na oczy, zbyt płytkie boczne nacięcia maseczki), wynikające z oczywistego powodu - azjatyckie maseczki nie są dopasowane do kaukaskich rysów twarzy - ale od czego w końcu są nożyczki? :P Także i temu można zaradzić :)
 Nie wiem czy tylko, ja tak mam, ale kiedy noszą 'sheet mask' to czuję, że wglądam, jak Hannibal Lecter w 'Milczeniu owiec"... ;D

Uwaga! Na kilku blogach spotkałam się z pewną niepokojącą mnie praktyką (choć nie dotyczyła ona akurat tej konkretnej maseczki), a mianowicie dziewczyny traktowały taką płachtę, jako przedmiot wielorazowego użytku, a nie jednorazówkę, jak zaznacza producent (chociażby na powyższej maseczce). Po aplikacji, maseczkę ponownie chowały w tym samej saszetce i tak wykonywały kilka takich cykli... Z całego serca Was ostrzegam i naprawdę nie polecam Wam takich eksperymentów. Twarz, mimo, że dokładnie umyta i 'odkażona' w Waszym mniemaniu nigdy nie jest jałowa, zawsze są na niej jakieś bakterie (chociażby z powietrza), które przenoszą się na maseczkę. Taka płachta po użyciu jest jednym wielkim siedliskiem żyjątek, które mnożą się na potęgę. Dlatego, jeśli szkoda Wam esencji, która Wam pozostała w saszetce, proponuję Wam dwa inne sposoby. Oczywiście należy ją wtedy przechowywać szczelnie zamkniętą (właśnie w celu ograniczenia kontaminacji wspomnianymi bakteriami). 
I tak:
1. Pozostałość esencji wklepywać niewielkimi porcjami w skórę twarzy.
2. Zaopatrzyć się w płachty do zrobienia 'sheet mask' samemu, najczęściej występują one w postaci skompresowanych krążków - do zakupienia w wielu sklepach intrnetowych :)

Działanie: Maseczka jest przeznaczona do cery problematycznej (trouble skin), niestety ja wpisuję się idealnie w target tej maseczki... bo niespodzianki na dziobie to mój chleb powszedni :/ Maseczka jest bardzo dobrze nasączona (mocno wilgotna), w związku z czym nie wysycha w trakcie jej stosowania. Ja z tej maseczki jestem bardzo zadowolona, zawsze mam po niej gładką, wyraźnie oczyszczoną i odświeżoną skórę. Cera jest wyraźnie uspokojona, a wszelkie niespodzianki się wyciszają. W moim odczuciu naprawdę dobrze koi skórę i pozytywnie wpływa na jej ogólny wygląd, przede wszystkim poprzez przyspieszanie znikanie zaczerwienień powstałych w wyniku tworzących się na skórze niedoskonałości. Dlatego chętnie do niej wracam i stosuję w przeddzień 'wielkich wyjść' :)
Dostępność: ebay, w Polsce są one dostępne na stronie asianstore.pl (8zł/sztuka)

Ponadto można je nabyć też w zestawach - po jednej maseczce z każdego rodzaju (5x20g).
A Wy, korzystałyście już z tego typu maseczek? 
Lubicie kosmetyki azjatyckie?
Chętnie poczytam o Waszych doświadczeniach! 
Tymczasem pędzę zaaplikować sobie coś na swoją paszczę :D
Buziaki!

21 komentarzy:

  1. Mam jedną maseczkę w takiej formie w zapasie, ale jeszcze po nią nie sięgnęłam :) No i faktycznie, po założeniu nie wygląda się ciekawie :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, po założeniu można przyprawić kogoś o zawał ;p

      Usuń
  2. Uwielbiam azjatyckie kosmetyki! Od tej firmy mam całkiem niezły BB cream, chwalę sobie. Ogólnie, ostatnio namiętnie zamawiam azjatyckie cudeńka na ebayu, swietna jakość :) Skuszę się na tą maseczkę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też ostatnio naklikałam tych azjatyckich wynalazków, jak szalona. Sama nie wiem kiedy to zużyję ;D Także, uwierz mi, że doskonale rozumiem Twój zachwyt, bo oferują wiele świetnych, niespotykanych u nas produktów :))

      Usuń
  3. Ja uwielbiam testować maski w takiej formie.

    OdpowiedzUsuń
  4. już myślałam, że hajs jaki za nią będą chcieli będzie z kosmosu, ale zaskoczyłam się bardzo pozytywnie :) będę o niej pamiętać, bo ostatnio moja buzia szaleje! i jak tak dalej pójdzie to nie będę miała kawałeczka skóry wolnego od tego świństwa :(
    ps: w biedrze widziałam lip butter z nivei po 8 zł, także jeśli masz jeszcze ochotę, to wiesz :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak możesz mnie tak publicznie podpuszczać, co? ;PP Niedługo od tych mazideł do ust, to mi się szuflada nie będzie zamykać :O xD

      Usuń
  5. Odpowiedzi
    1. No, świetne są :), a przynajmniej zdecydowana większość tych, z którymi ja miałam do czynienia. Choć tych polskich odpowiedników nieco się obawiam..

      Usuń
  6. nie słyszalam i nie stosowałam, ale zaciekawiłas mnie. Cena też nie jest kosmiczna.
    www.sandicious.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cena moim zdaniem jest, jak najbardziej do przeżycia :)

      Usuń
  7. Zupełnie nie mam doświadczenia z azjatyckimi kosmetykami. Pierwszym jaki prawdopodobnie zakupię w najbliższym czasie będzie oryginalny BB.
    Co do maski - skład ma niezły, choć nie przepadam za gliceryną w kosmetykach. Przeraził mnie pomysł używania takiego produktu kilka razy. Nie wiem jak ktoś mógł w ogóle na to wpaść.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja używałam już całkiem sporo azjatyckich kosmetyków i póki co ich jakość oraz jej stosunek do ceny oceniam, jak najbardziej na plus. Skład szaleństwa nie robi, myślę, że samemu można stworzyć coś 'naturalniejszego', ale ze względu na brak czasu, chętnie się posiłkuję tą maseczką :)
      Mnie też przeraził ten pomysł :| , dlatego o tym wspomniałam w notce.

      Usuń
  8. nie miałam okazji poznać, ja bardzo lubię maski firmy Purederm, no i ostatnio jedwabne z Orientany :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie widziałam recenzję sheet mask Orientany na Twoim blogu i już mam ją na swojej chciejliście :D

      Usuń
  9. jeszcze nie miałam żadnej maseczki w formie wykrojonej maski, chociaż zawsze szukałam takiej. Ta którą polecasz jest bardzo ciekawa. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Musisz koniecznie wypróbować! Bo to coś zupełnie innego od działania klasycznie aplikowanej maski :) Naprawdę polecam!

      Usuń
  10. właśnie dziś im się zaczynam przyglądać;)

    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  11. Zaciekawiłaś mnie bardzo :)
    Nigdy nie miałam na twarzy takiego specyfiku...
    Chyba wygląda się jak duch? ;) W sam raz na karnawał! :D

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wpis! Wasze komentarze sprawiają mi niezwykłą przyjemność i są dla mnie motywacją do dalszej pracy :)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...