Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ROSSMANN. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ROSSMANN. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 24 marca 2014

Alterra, olejek 'Migdały i Papaja' - multikosmetyk za grosze! :)

Dzisiaj przyszedł czas na obiecywaną ostatnio recenzję olejku 'Migdały i Papaja' z kultowej już rossmanowskiej serii od marki Alterra. Niestety tym razem się nie wyłamię... bo ja również padłam ofiarą zachwytu nad tymi olejkami i nieustannie trwam w tym stanie! Jeśli chcecie wiedzieć więcej o tym, jak się u mnie sprawuje ten olejek i dlaczego uważam go za świetny multikosmetyk, to zapraszam Was serdecznie do dalszej części :)

środa, 12 lutego 2014

Isana, krem do rąk z 5% urea

Zima jest szczególnym czasem, również w kwestii pielęgnacji naszego ciała. Niskie temperatury, wiatr i opady śniegu sprawiają, że nasza skóra staje się bardziej wymagająca. Oprócz naszej twarzy najbardziej narażone są dłonie. I to na nich chciałabym się dzisiaj skupić, a konkretnie na kremie, który postanowiłam zastosować, jako zimowe S.O.S. na moje spierzchnięte i wysuszone łapki. Na wizażu naczytałam się sporo 'ochów' i 'achów', na temat tego kremu, dlatego i moje oczekiwania wobec niego były dość wygórowane. Także gdy natrafiłam na niego w promocji, kupiłam go bez większego zastanawiania się. Jeśli jesteście ciekawi, jak się u mnie sprawdził, zapraszam serdecznie do lektury moich wypocin! :*

środa, 29 stycznia 2014

Ziaja, kokosowy balsam do ust - terapia dla skóry i zmysłów

Hejka!
Ten kosmetyk kupiłam pod wpływem chwili. Akurat była promocja -40% w Rossmannie, no i bach! Balsam jakimś niewyjaśnionym mi bliżej sposobem :p trafił do koszyka. Potem dłuuugo leżał w szufladzie i czekał na swoją kolej. A że zima sprzyja zużyciom wszelkich mazideł do ust, to radośnie wyciągnęłam go na światło dzienne. Jeśli chcecie wiedzieć jak się u mnie sprawuje ten kokosowy cudaczek to zapraszam do dalszej części notki! :)

czwartek, 16 stycznia 2014

Migdałowa konsternacja...

Hejka! Dzisiaj będzie wyjątkowo krótka - jak na mnie :p - recenzja. Jako, że moja kolekcja lakierów do paznokci rozrasta się w zastraszającym tempie :O (póki co liczy sobie 112 sztuk - do rekordzistek mi jeszcze daleko - ufff... można dalej kupować! ;D), zatem oczywistym jest, że zużywam też zastraszające ;p ilości zmywacza do paznokci, bo lakier zmieniam średnio, co 2-3 dni. I tak metodą prób i błędów udało mi się znaleźć 2 zmywacze, które najlepiej spełniają moje oczekiwania, choć do ideału i takim daleko.. heh. Dzisiaj przedstawię Wam pierwszy z nich, czyli rossmannowski Nagellack Entferner 'Mandelduft' od Isany (zmywacz do paznokci o zapachu migdałów). Z kolei drugim moim ulubieńcem jest bezacetonowy zmywacz do paznokci z ekstraktem ze słonecznika od Delii, ale o nim będzie innym razem :)

czwartek, 9 stycznia 2014

Marzą Ci się rzęsy jak firanki? Oto świetny sposób za grosze! :)

Hejka! Pozostając w klimacie moich kosmetyczno-urodowych postanowień noworocznych, chciałabym się z Wami podzielić prostym acz sprawdzonym sposobem na poprawę kondycji rzęs i brwi :) Być może część z Was już o nim słyszała lub nawet go stosuje :) Niemniej jednak postanowiłam o nim wspomnieć, bo zdecydowanie jest wart uwagi! Dobroczynnego wpływu oleju z rącznika pospolitego (popularnie zwanego olejkiem rycynowym) na włosy, skórę i paznokcie chyba nie muszę Wam przedstawiać. Jego właściwości znane są już właściwie od starożytności. Jednakże aplikacja olejku rycynowego w jego tradycyjnej/naturalnej postaci, bywa bardzo uciążliwa... gdyż jest to ciecz, która pomimo swojej wysokiej gęstości 'lubi' brudzić wszystko dookoła... Dlatego, kiedy na wizażu natrafiłam na ten wątek, od razu wiedziałam, że muszę go wypróbować! W końcu która z nas nie marzy o rzęsach, jak firanki? :) Dlatego jeśli chcecie wiedzieć więcej oraz jak się ta terapia sprawdza u mnie, zapraszam do dalszej części :)


poniedziałek, 6 stycznia 2014

Odżywka do paznokci z Eveline, czyli o tym jak wybawiciel stał się kosmetycznym koszmarkiem....

UWAGA, będzie esej :p A będzie on o starciu Koko z prawdziwym tytanem, czyli znaną i nieco kontrowersyjną (?) odżywką Eveline. Praktycznie każdy COŚ słyszał o tym specyfiku... to od mamy, to od koleżanki z pracy albo po prostu wyczytał w 'internetach'. Trudno powiedzieć, czy więcej osób ją kocha czy nienawidzi. Jedno jest pewne ma niezły fejm :P, swego czasu trudno było trafić na bloga, który by tej odżywki nie recenzował. Dlatego zgodnie z naturalną koleją rzeczy słynna odżywka wpadła i w moje łapki. I tak została u mnie na dłużej... Jeśli jesteście ciekawi, czy ja również dołączyłam do piewców jej wspaniałego działania, to zapraszam do lektury tej notki! :)

poniedziałek, 9 grudnia 2013

Piaskowa elegancja od Wibo :)

Hejka! Dzisiaj chciałabym Wam przedstawić mój kolejny piasek od Wibo (inny z serii Glamour Sand opisywałam tutaj - klik!), niestety jedyny jaki udało mi się upolować na promocji w Rossmannie :(( Ale jako, że miałam już okazję kilkakrotnie go wypróbować, to muszę powiedzieć, że jego piękno rekompensuje mi braki innych kolorów :D
Pędzelek: Średnio szeroki, troszkę ścięty ukośnie, dość długi. Łatwo się nim operuje, więc malowanie nim to naprawdę przyjemność :)
Kolor: Piękny! Nasycony, a jednocześnie delikatny (dzięki obecności mieniących się drobinek). Elegancka głęboka czerwień idealna na święta :D Ten lakier dosłownie robi furorę u moich koleżanek, teraz każda pragnie go mieć :P
Krycie: Pierwsza klasa! :D Wystarczy jedna warstwa, według mnie ten efekt jest w zupełności wystarczający (na zdjęciach).
Trwałość: Przy jej opisie należy uwzględnić, że jako bazę zastosowałam pojedynczą warstwę odżywki od Eveline (8w1). I tak jedna warstwa lakieru trzyma się idealnie przez 4 dni. Z czasem na skutek mechanicznych uszkodzeń, lakier ściera się i odprykuje z końcówek. Moim zdaniem jest nieco trwalszy od prezentowanego ode mnie wcześniej lakieru piaskowego Wibo Glamour Sand nr 4
(klik!).
Zmywalność: trochę trudniejsza niż w przypadku zwykłych lakierów, ale dramatu też nie ma :P, znam zdecydowanie gorsze lakiery, gdzie bez sposobu na folię aluminiową się nie obejdzie :)
Cena: ok. 8 zł/8,5 ml, stosunek ceny do jakości, jak najbardziej na 6! Ja swój kupiłam na rosmmannowskim -40% (o czym pisałam tutaj), także grzechem byłoby go nie wziąć!
Dostępność: dobra; sklepy z chemią kosmetyczną, sieciówki typu Rossmann 

 Jak się Wam podoba ten lakier? 
Macie jakieś swoje ulubione piaski?
I co sądzicie o nowym sposobie podpisywania zdjęć? :)
Buziaki!:* 

niedziela, 1 grudnia 2013

- 40% według Koko :)

Hejka! Postanowiłam zrobić małą przerwę w moim blogowym włosomaniactwie i z małym opóźnieniem zaprezentować Wam zakupy, jakie poczyniłam na osławionych akcjach -40%, które w ostatnich tygodniach przeszły szturmem przez największe polskie drogerie :) Ku mojemu zdziwieniu (i zadwoleniu?;p) nie popłynęłam tak z kasą, jak podczas majowego -40% w Rossmannie i ograniczyłam się do niezbędnego minimum :)


sobota, 23 listopada 2013

ABC zabawy z szamponem, czyli wszystko co chcecie wiedzieć o myciu włosów cz. 1 :)

Uff, dawno mnie tu nie było :( Ale już staram się to nadrobić!
Na wstępie chciałabym Wam przeogromnie podziękować za tak duże zainteresowanie poprzednią notką! :D Bez Was prowadzenie bloga nie miałoby sensu :*  

No, ale dość już tej ckliwości, przechodzę do rzeczy ;p W związku z tym, że od dobrego roku mam hyzia na punkcie moich włosów (i oby jak najdłużej! :p) i dbania o nie, to postanowiłam naskrobać kolejną notkę na ten temat. W planach mam też  bieżące informowanie na temat moich włosowych postępów i nie daj Boże upadków... ;( Dzisiaj na tapecie - prawidłowa pielęgnacja włosów w czasie ich mycia. Sprawa wydaje się bardzo przyziemna. Każdy z nas myje włosy przynajmniej ten raz w tygodniu :p, ot czynność wykonywana na ogół z automatu - żadna filozofia. Dlatego pewnie się zastanawiacie, co można tu zepsuć? Ano, całkiem sporo ;p I dlatego nie można umniejszać znaczenia tej czynności w jej wpływie na zdrowie i kondycję naszych włosów. Wręcz przeciwnie, to jak potraktujemy włosy, kiedy są jeszcze mokre, znajdzie odbicie w tym, jak będą wyglądać po wyschnięciu :)

poniedziałek, 4 listopada 2013

Nawilżający peeling enzymatyczny od AA

Słowem wstępu: 'peeling enzymatyczny to metoda złuszczania naskórka za pomocą preparatu zawierającego enzymy roślinne. Peelingi enzymatyczne przeznaczone są do skóry wrażliwej, nietolerującej peelingów mechanicznych (np. cery naczynkowej).Takie peelingi łagodnie złuszczają i wygładzają naskórek oraz odpowiednio nawilżają skórę, nadając jej miękkość'. 
Z definicji brzmi to bardzo zachęcająco, niestety moje dotychczasowe doświadczenia nie są już takie kolorowe. Co jakiś czas robię kolejne podejścia, ale fajerwerków nie ma... :/ Po peelingi enzymatyczne sięgam, głównie kiedy mam na buzi wysyp wszelkiej maści 'niespodzianek' i wolę nie ryzykować ich rozprzestrzenienia. I tak trafiłam na prezentowany przeze mnie dzisiaj peeling do twarzy, który pochodzi z serii AA Technologia Wieku.
Niestety nie posiadam własnego zdjęcia, ponieważ mój aparat odmówił mi posłuszeństwa :(((
Tak to już mam, że technika ucieka ode mnie z krzykiem ;P

wtorek, 15 października 2013

Przepadłam! Wow Glamour Sand od Wibo :)

Przyznam szczerze, że na początku nie przepadałam za tym całym piaskowym efektem na paznokciach. Dopiero kiedy na blogu My Ombre Life zobaczyłam zdjęcie z takim właśnie lakierem, po raz pierwszy zapragnęłam też takie mieć! Ot taka babska zazdrość :D I tak podczas jednej z wypraw do Rossmanna zauważyłam lakier od Wibo. Po kilku podejściach, w końcu zdecydowałam się na zakup. Padło na nr 2, bo jakoś nie przepadam za takimi ciemnymi odcieniami. I jestem zachwycona! Czegoś takiego się nie spodziewałam :)
Seria Wow Glamour Sand trafiła do drogerii z początkiem października. Do wyboru mamy 4 wersje, każda z mieniącymi się brokatowymi drobinkami.

Lakier w buteleczce prezentuje się, jak zwykły lakier z brokatem. Podobnie wrażenie mamy przy jego aplikacji. Dopiero w momencie, kiedy zaczyna podsychać, staje się zauważalna jego piaskowa faktura. Powierzchnia staje się wyraźnie chropowata. Powierzchnia paznokcia jest pokryta równomiernie jednakowej wielkości delikatnymi drobinkami, co nie przeszkadza jednak nie nastręcza trudności w życiu codziennym. Paznokcie nie zaczepiają się ani nie zahaczają o ubrania czy włosy.

Pędzelek: Średnio szeroki, troszkę ścięty ukośnie, dość długi. Łatwo się nim operuje, więc malowanie nim to sama przyjemność (nawet dla takiego antytalencia w tych sprawach, jak ja ;p)  
Kolor: Piękny! Nasycony, a jednocześnie delikatny (dzięki obecności mieniących się drobinek).
Tak lakier prezentuje się w słoiczku :)
 A tak prezentuje się na moich dinozaurzych łapkach ;p
(niestety zdjęcia nie oddają pełni jego uroku :(( )

Krycie: Pierwsza klasa! :D Wystarczy jedna warstwa, według mnie ten efekt jest w zupełności wystarczający (na zdjęciach).
Trwałość: Przy jej opisie należy uwzględnić, że jako bazę zastosowałam podwójną warstwę odżywki od Eveline (8w1). I tak jedna warstwa lakieru 3 dni. Na skutek mechanicznych uszkodzeń, lakier stosunkowo szybko ściera się i odprykuje z końcówek.
Zmywalność: trochę trudniejsza niż w przypadku zwykłych lakierów, ale nie jest to jakoś specjalnie mozolna czynność :)
Cena: ok. 8 zł/8,5 ml, stosunek ceny do jakości, jak najbardziej na 6!
Dostępność: dobra; sklepy z chemią kosmetyczną, sieciówki typu Rossmann 
Ogólnie jestem bardzo zadowolona z tego zakupu :)) Dlatego mogę ten lakier polecić z czystym sumieniem. Po chichu liczę na to, że może wprowadzą dodatkowe kolory, bo te ciemne, jakoś do mnie nie przemawiają... A tymczasem będę się czaić na inną serię piasków od Wibo, a mianowicie Wow Sand Effect ;D
 
A jakie są wasze doświadczenia z piaskami?
Miałyście może już któryś z tych lakierów?
Macie jakieś swoje typy?
Pozdrawiam! :*

wtorek, 8 października 2013

Szybkie zakupy

Ostatnimi czasy, jak przystało na pracoholiczkę nie mam czasu na nic, a tym bardziej dla siebie... Jem w biegu i nie dosypiam. Także zakupy też robię w biegu i oto, co udało mi się na szybko kupić (bo oczywiście musiałam czegoś zapomnieć... :p).


Rossmann, Isana, Zmywacz do paznokci o zapachu migdałów - aktualnie mój faworyt wśród zmywaczy. Mimo, że zawiera aceton, to jak do tej pory nie zauważyłam jakiegoś jego druzgocącego wpływu na moją płytkę. Za to ma (jak dla mnie) duży walor użytkowy, a mianowicie bardzo przyjemny zapach :), nietypowy dla zmywacza.

Nivea, Harmony Time, Kremowy żel pod prysznic z mleczkiem migdałowym o zapachu białej róży - mój najukochańszy żel pod prysznic! Mogę się nad nim rozpływać godzinami... zapach, działanie. Sama przyjemność! I na dodatek aktualnie jest w promocji za 9.99zł/500ml :D Nic tylko robić zapasy :D

środa, 4 września 2013

Moje małe zakupy kosmetyczne

Hejka! Daaaaawno mnie tu nie było, ale ostatnio w moim życiu miało miejsce sporo zmian. Pierwsza praca, przeprowadzka, szukanie mieszkania 'na wariata' ;p Póki co próbuję jakoś się w tym wszystkim odnaleźć, ale nie jest ławo. Przybyło mi mnóstwo obowiązków, także po całym dniu padam na twarz xD no i blogowanie schodzi na dalszy plan... :( Mimo to udało mi się dzisiaj wskoczyć na małe zakupy (tak na poprawę humoru :D) i postanowiłam się nimi pochwalić ;p

Oto moje dzisiejsze łupy :P

Od lewej:   
AA Technologia Wieku 18+ Pielęgnacja Młodości, Krem nawilżająco - rozświetlający na dzień i na noc - skusiłam się na niego ponieważ ma go moja siostra i bardzo sobie chwali. Stwierdziłam, że skoro ona może, to i ja też ;p A co! ;p A nuż się okaże, że to ten jedyny ♥!

L`Biotica, Biovax, Intensywnie regenerująca maseczka do włosów blond - produkt z serii, której chyba nie trzeba nikomu przestawiać. Stały składnik pielęgnacji moich włosów, cudownie pachnie i daje rewelacyjne efekty. Do tego udało mi się upolować tę maskę w promocyjnej cenie w Super-Pharm :D

Style Pen, Pachnące zmywacze do paznkoci (kokos i jagoda), czyli biedronkowa uczta dla paznokci! Musiałam zakupić kolejne 2 opakowania, ponieważ bardzo mi przypadły do gustu po pierwszych testach. I do tego ten zapach!!! :D

Tołpa mikrozłuszczający żel peelingujący do mycia twarz - do zakupu tego peelingu przymierzałam się już od dawna. Peeling ten zbiera pochlebne recenzje, poza tym chciałabym go porównać z jego odpowiednikiem z Biedronki.

Kolastyna, Refresh, Peeling do twarzy z mikrogranulkami złuszczającymi - no i kolejny peeling! :D Jak przystało na peelingomaniaczkę, nie mogłam sobie odmówić tego zakupu, kiedy tylko zobaczyłam tę kusząco wyglądającą zieloną tubkę! Mam nadzieję, że się nie rozczaruję.

I to by było na tyle :) Jak się Wam podobają moje zakupy? Miałyście może któryś z tych produktów? 

Pozdrawiam! :*

czwartek, 29 sierpnia 2013

Pomarańczowa przyjemność dla... nosa :)

Jestem maniaczką peelingów! :D Ubóstwiam wręcz wszelkiego rodzaju drapaki. Dlatego fakt, iż pomarańczowy peeling Bourjois trafi w moje łapki był kwestią czasu :) Okazja się nadarzyła podczas jednego z -40% w Rossmannie (swoją drogą akcją bardzo druzgocąca dla mojego portfela). Firmę Bourjois każdy zna. Słynie przede wszystkim z rewelacyjnej kolorówki, której nikomu nie trzeba przedstawiać. Dlatego i poprzeczka wobec tego peelingu była wysoka.  

Oryginalna nazwa: Bourjois Radiance - Boosting Face Scrub (Rozświetlający peeling do twarzy) 

Opakowanie: Wygodna, miękka, przezroczysta tubka o pojemności 75ml (przezroczyste opakowanie pozwala nam na łatwe obserwowanie zużycia). Wygodne dozowanie.
 

Skład: Aqua(Water), Glycerin, Cyclopentasiloxane, Helianthus Annuus(Sunflower) Seed Oil, Cetearyl Alcohol, Sorbitan Stearate, Glyceryl Stearate,PEG-100 Stearate, Polyethylene, Phenoxyethanol, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Parfum(Fragrance), Jojoba Esters, Xanthan Gum, Hexyl Cinnamal, Bambusa Arundinacea Stem Extract, Tetrasodium Edta, 1,2- Hexanediol, Caprylyl Glycol, Sodium Hydroxide, Ethylhexylglycerin, Propylene Glycol, Limonene, Linalool, Cl 19140, Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Fruit Extract, Cl 15985, Tropolone, Talc, Cl 73360, Tocopherol

Skład mocno chemiczny:
- gliceryna- nawilżacz
- cyklopentasiloksan - silikon lotny (chroni przed odparowaniem wody z powierzchni skóry), niegroźny jeśli chodzi o tworzenie zaskórników
- olej z nasion słonecznika - odpowiedzialny za delikatny, tłusty film na powierzchni skóry, jaki zostaje po zastosowaniu peelingu
- emolienty
- emulgatory
- polietylen - czyli nasze drobinki ścierające :) 
- substancje/ składniki kompozycji zapachowej
- Stearynian glicerolu (substancja konsystencjotwórcza)
- guma ksantanowa 
- wyciąg z łodyg bambusa - działanie wygładzające, przeciwbakteryjne
- regulatory (np. pH - wodorotlenek sodu), stabilizatory, konserwanty 
- wyciąg z kwiatów drzewa pomarańczy gorzkiej - działanie odżywcze, odświeżające
- glikol kaprylowy, alkilowa pochodna gliceryny, glikol propylenowy - humektanty  
- talk - absorbuje wilgoć, zmniejsza tłustość kosmetyku
- barwniki 
- tokoferol 

Konsystencja: Z typowym peelingiem ma niewiele wspólnego... kremowa konsystencja choć bardzo przyjemna, nie do końca się tu sprawdza. Drobinek jest niewiele. Za to są dość ostre i przypominają nieco kryształki cukru, ale na pewno nikomu nie zrobią krzywdy. 

Zapach: Piękny orzeźwiający, pomarańczowy zapach, który podbije każde serce! Zupełnie nie chemiczny. Sprawia, że stosowanie jest mega przyjemnością :D

Aplikacja i działanie: W związku z kremową konsystencją peelingu, nieliczne drobinki rozchodzą się po załamaniach dłoni i w efekcie ze złuszczania nici... Po prostu kremowa forma nie współgra z drobinkami. Naprawdę trzeba się natrudzić, żeby tą skórę chociaż trochę 'pomiziać' tymi maleństwami :p Dlatego produkt ten określiłabym raczej, jako krem z drobinkami do mycia twarzy, niż peeling, bo z peelingiem jako takim ma niewiele wspólnego. Bardzo mnie to rozczarowało, bo jestem fanką mocnych drapaków. Cudów się nie spodziewałam, ale liczyłam na coś więcej. ( Za to na pewno przypadnie do gustu osobom o delikatnej cerze!) Poza tym nie zaobserwowałam też obiecywanego przez producenta działania rozświetlającego :(

Przyjemne uczucie gładkości, które towarzyszy nam po zastosowaniu tego produktu to niestety nie efekt złuszczania, a zawartego w nim oleju słonecznikowego :/ Skóra jest mocno nawilżona, choć peeling ten potrafi też przetłuszczać (szczególnie jeśli ktoś tak jak ja ma cerę mieszaną). Swoim działaniem przypomina trochę krem do suchej skóry. Po spłukaniu, na twarzy pozostawia delikatny tłusty film.

Jako, że nie mogłam przeboleć rozczarowania tym pięknie pachnącym 'peelingiem', postanowiłam znaleźć dla niego jakieś inne zastosowania, i tak:
1) mieszam go z dwoma łyżkami cukru i robię z niego porządny drapak! :D  lub
2) zimą, kiedy łatwiej o przesuszoną skórę twarzy - 'peeling' stosuję jako maseczkę, w tym celu go pozostawiam na 10 minut na twarzy, po czym spłukuję i cieszę się nawilżoną, odżywioną skórą :)

To już moje kolejne opakowanie i śmiało mogę powiedzieć, że w takiej formie sprawdza się dla mnie idealnie. Niestety kupuję go tylko jak jest w promocji, bo to troszkę za dużo jak za taką ilość i konieczność kombinowania :P
 

Cena: ok. 15zł/ 75ml

PODSUMOWANIE 2,5/6

+ piękny zapach!
+ nie podrażnia, nie uczula, pozostawia cerę odżywioną i miękką w dotyku
- trudno go traktować jako peeling (nietypowa konsystencja i nieliczne drobinki) 

- stosunkowo mało wydajny
- cena (totalnie nieadekwatna do tego, co nam oferuje producent)

sobota, 17 sierpnia 2013

No to hop!

Z racji dużych ilości wolnego czasu, postanowiłam zaanektować sobie niewielką część blogosfery i stworzyć własny 'kącik', w którym będę dzielić się wszystkim tym, co mnie cieszy, smuci, frustruje czy fascynuje. W decydującej jednak części chcę poświęcić tego bloga pielęgnacji oraz moim sposobom na dobre samopoczucie, które przecież jest z tym nierozerwalnie związane. Jestem świeżakiem w tych sprawach, dlatego proszę o wyrozumiałość :))

Na pierwszy ogień rzucam moją opinię, która będzie dotyczyć przedstawiciela jednego z moich ulubionych typów maseczek, czyli peel-off. Bardzo lubię produkty peel-off, ponieważ podoba mi się w nich sposób oczyszczania skóry poprzez "ściąganie" wyschniętej maseczki wraz z wszelkimi zanieczyszczeniami – mam wtedy wrażenie, że moja skóra jest naprawdę oczyszczana. Ku mojej rozpaczy taka forma maseczek nie jest szczególnie popularna u nas, w odróżnieniu chociażby od Azji. (Kilka z tamtejszych produktów miałam okazję już wypróbować, o czym postaram się napisać w kolejnych postach.)

Prezentowana maseczka to produkt rossmannowskiej marki Rival de Loop.

Na opakowaniu możemy znaleźć obietnicę producenta, jakoby maseczka ta głęboko oczyszczała pory, nadając tym samym skórze gładki, jedwabisty wygląd.

Czas to sprawdzić!
Oryginalna nazwa: Rival de Loop, Peel - Off Maske Aloe Vera & Kamillenextrakt (peel – off)
Opakowanie: miękka folia koloru zielonego, zawiera 2 saszetki oddzielone perforacją, każda saszetka zwiera 8ml produktu (ilość w zupełni wystarczająca, aby dokładnie pokryć maseczką całą skórę twarzy)






Dodatkowo na opakowaniu możemy zauważyć znak „Vegan”.
W praktyce oznacza to, że żaden ze składników wykorzystanych do produkcji tej maseczki nie był pochodzenia zwierzęcego. Zainteresowanych odsyłam do źródła klik!
Cena: 1,50zł 2x8g
Skład: Aqua, Alcohol Denat., Polyvinyl Alcohol, Glycerin, pPolyglyceryl-10 Laurate, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Butylene Glycol, Parfum, Chamomilla Recutita Flower Extractum, Bisabolol, Citric Acid, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate.


Skład niestety nie powala…

- wysoko alkohol, duuużo alkoholu (UWAGA! Może wysuszać! ) - zresztą przy aplikacji maseczki jego intensywna woń daje o sobie wyraźnie znać

- sok z aloesu dopiero w połowie składu

- wyciąg z rumianku na dalszych pozycjach 
- bisabolol (składnik rumianku) o działaniu kojąco-łagodzącym
- kwas cytrynowy
- glikol butylenowy, gliceryna, -nawilżacze
- emulgator 
- ostatnie dwie pozycje to konserwanty


Chociaż skład nie jest zbytnio zachęcający, to ostrzegam przed przedwczesną dyskwalifikacją tego produktu! Jak to w życiu bywa, wszystkiego trzeba doświadczyć na własnej skórze, aby móc wyrobić sobie o czymś właściwe zdanie, tak jest i z tą maseczką.

Konsystencja:

Maseczka ma postać przezroczystej, bardzo lepkiej mazi, co jednak nie nastręcza problemów przy aplikacji, ponieważ łatwo się rozprowadza po powierzchni skóry twarzy. Samemu nakładaniu towarzyszy trudny do opisania zapach (na pewno nie wiele mający wspólnego z aloesem czy rumiankiem ;p; w skrócie: zalatuje chemią) oraz przebijająca się nieznośna nuta alkoholu.

Aplikacja: 

Zgodnie z zamieszczoną na opakowaniu instrukcją: po umyciu maseczkę należy nałożyć na skórę twarzy, omijając przy tym okolice oczu. (Polecam mijać także miejsca „owłosione” – brwi, linie włosów, bo po zaschnięciu trudno usunąć maseczkę, bez niechcianej depilacji ;p) Następnie pozostawić na 15 minut do wyschnięcia. Zaraz po nałożeniu maseczki na twarz, czujemy delikatny chłód, ale uczucie to z czasem ustępuje. W tym czasie maseczka o początkowej postaci  gładkiej jednolitej warstwy, zaczyna się ściągać, co możemy odczuć poprzez skrępowanie naszej mimiki. Maskę należy pomału usunąć zaczynając od zewnętrznych krawędzi twarzy. Po zdjęciu zostaje nam w dłoniach taki oto „duszek” ;p (Mina mojego Tżta na widok liniejącej mu dziewczyny – bezcenna. Od tej pory biedny chłopina stara się nie zakłócać mojego czasu dla siebie ;D). Producent zaleca, aby stosować maseczkę 1 - 2 razy w tygodniu.


Działanie: 
Efekty zauważalne już po pierwszym użyciu! Skóra jest gładsza, zmatowiona, o jednolitym kolorycie oraz przyjemnie odświeżona. Jeśli chodzi o zachwalany przez producenta efekt oczyszczania, to stwierdzam, że jest on zadowalający jak za tę cenę (choć jak dla mnie, jako osoby o cerze mieszanej ze skłonnością do zapychania- ZAWSZE mogłoby być lepiej!). Nie zauważyłam wprawdzie tego głębokiego oczyszczania porów ani ich zwężania, ale moja cera zdecydowanie polubiła tę maseczkę.  Stosuję ją 3 razy w tygodniu. Szczególnie polecam ją, jako krok poprzedzający nałożenie makijażu. Make-up trzyma się wtedy lepiej twarzy i również dłużej pozostaje nienaruszony.


Dla mnie to pielęgnacyjny MUST HAVE! Ciężko o godne zastępstwo w tak niskiej cenie! Dlatego zawsze mam zapas tej maseczki w mojej łazience.




PODSUMOWANIE 5,5/6


+ formuła peel-off

+ podział maseczki na 2 odrębne saszetki, przez co nic nie wysycha i się nie marnuje

+ wydajność

+ zadowalające działanie

+ łatwa dostępność i niska cena

- skład

- intensywny zapach alkoholu

- zmywanie maseczki z dłoni po zakończonej aplikacji (wymaga czasu, cierpliwości, no i dużeeej ilości ciepłej wody ;p)

- trudno usuwa się przy linii włosów oraz brwiach

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...