czwartek, 26 września 2013

Rozdanie u Kany :)

Hejka! Postanowiłam spróbować swojego szczęścia w rozdaniu u Kany, która jest włosomaniaczką z mnóstwem pomysłów i która prowadzi bloga właśnie o tej tematyce.
Serdecznie zapraszam! :)
 

niedziela, 22 września 2013

Tyle słońca w całym mieście... :)) Czyli słów kilka o mojej naj naj najulubieńszej masce do włosów od firmy L'biotica.

Od jakichś 5 lat rozjaśniam włosy, notorycznie je prostuję i mam za sobą całkiem sporo kuracji antybiotykowych i retinoidowych. Takie traktowanie nie mogło przejść obojętnie wobec stanu moich włosów... I voilà! Masakra na głowie murowana! Nie dość, że mam strasznie cienkie włosy, to jeszcze leciały mi garściami. Praca nad ich stanem wymagała czasu i długofalowych działań, jednakże w czasie moich poszukiwań znalazłam interesujący środek doraźny, ktrórym pragnę się z Wami podzielić :) Mam na myśli maskę do włosów blond od L'Biotica, która poprawiła (przynajmniej wizualnie) ich stan, już po pierwszym użyciu! :D Testowałam już całkiem sporo masek, ale do tej jednej wracam zawsze (szczególnie polecam jej stosowanie w okresie zimowym) :)

L'Biotica posiada w swojej ofercie całkiem sporą gromadkę (bo aż 9! różnych) masek do włosów.
- BIOVAX Intensywnie Regenerująca Maseczka ARGAN MAKADAMIA 
- BIOVAX Intensywnie Regenerująca Maseczka do włosów KERATYNA + JEDWAB
- BIOVAX Intensywnie Regenerująca Maseczka do włosów farbowanych  
- BIOVAX Intensywnie Regenerująca Maseczka do włosów ciemnych 
- BIOVAX Intensywnie Regenerująca Maseczka do włosów blond 
- BIOVAX Intensywnie Regenerująca Maseczka do włosów suchych i zniszczonych 
- BIOVAX Intensywnie Regenerująca Maseczka do włosów słabych ze skłonnością do wypadania 
- BIOVAX Intensywnie Regenerująca Maseczka do włosów przetłuszczających się 
- BIOVAX LATTE Intensywnie Regenerująca Maseczka odbudowa osłabionych włosów + proteiny mleczne  
 
W takim oto niepozornym kartoniku znajdziemy ją na półce w prawie każdej drogerii, aptece czy większym sklepie z chemią. Obecnie dostępność produktów z tej serii jest naprawdę dobra.
W wnętrzu niewielkiego kartonika kryją się aż trzy skarby! :D
I tak, w zestawie oprócz maseczki otrzymujemy :
- Biovax A+E Serum wzmacniające - saszetka (1,5 ml)
- Termocap (1 szt.)
 Nie da się nie zauważyć, że producent bardzo 'namiętnie', na każdym wręcz kroku podkreśla bezpieczeństwo składu oferowanych przez siebie kosmetyków... Jest to oczywista linia promocji tej marki (powiedziałabym, że niekiedy nawet zbyt nachalna), z drugiej jednak strony ma ona całkiem spory przyczynek w kreowaniu świadomości konsumenckiej. Wiele osób, które znam po spotkaniu tak 'oflagowanego' produktu (a które nie analizowały wcześniej składu stosowanych przez siebie produktów), szukało w internecie informacji 'co to są te całe parabeny czy slsy'. I diametralnie zmieniło swoje podejście do zakupów, nie tylko tych kosmetycznych :))
 
Skład: Aqua, Cetyl Alcohol (and) Ceteareth - 20, Cetrimonium Chloride,  Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Acetylated Lanolin, Glycerin, Lawsonia Inermis Extract, Citrus Medica Limonum Peel Extract, Mel Extract, Parfum,Linalool,Hexyl Cinnamal, C.I. 19140, BenzylAlcohol (and) Methylchloroisothiazolinone (and) Methylisothiazolinone, Citric Acid, Potassium Sorbate

Przyjazna włosom kompozycja oparta głównie na licznych emolientach.
- alkohol cetylowy, ceteareth-20, cetrimonium chloride  - emolienty tłuste, zmiękczają i wygładzają włosy, ułatwiają rozczesywanie, zmniejszają plątanie oraz wpływają na ich nawilżenie
- olej ze słodkich migdałów - czwarty w kolejności składnik (czyli całkiem dobrze!:), poza tym moje włosy lubią tej olej); stanowi on źródło cennych witamin, w maseczce funkcjonuje, jako emolient tłusty odpowiedzialny za tworzenie warstwy okluzyjnej, chroniącej przed utratą wody, ale również przed szkodliwym działaniem UV czy chloru; nawilża - zmiękcza - odżywia 
- acetylowana lanolina - kolejny emolient tłusty, ułatwia rozczesywanie oraz działa antystatycznie
- gliceryna  - nawilżacz, ułatwia penetrację innym składnikom maski
- ekstrakty roślinne
wyciąg z lawsonii bezbronnej  - posiada właściwości barwiące i pielęgnujące, sprawia, że włosy są bardziej lśniące ■ wyciąg ze skórki cytrynowej  - rozjaśnia, zamyka łuski włosów, działa antybakteryjniewyciąg z miodu  - działanie nawilżające i odżywcze
- składniki kompozycji zapachowej(linalol - konwalia, hexyl- jaśmin)
- barwnik  (cytrynowożółty odcień) 
- konserwanty, w tym kwas cytrynowy  - konserwant i regulator pH 

Kolejne informacje od producenta (co ciekawe poparte krótkim uzasadnieniem):
"BIOVAX to gwarancja BEZPIECZEŃSTWA - nie zawiera substancji drażniących:  PARABENÓW, SLS, SLES I GLIKOLU! 
PRODUKT PRZYJAZNY ALERGIKOM!"

Produkt ten NIE BYŁ testowany na zwierzętach.

Zainteresowanych odsyłam po więcej na stronę producenta (klik!

Opakowanie:                                                                                                                                    
Całość zamknięta jest plastikowym, szczelnym słoiczku, który umożliwia zużycie maski do ostatniej odrobinki :p


Zapach: Bardzo, bardzo przyjemny! Zdecydowanie moja gama zapachowa :)) Co więcej utrzymuje się na włosach jeszcze dłuuuugo po spłukaniu maski.

Konsystencja: Gęsta, kremowa konsystencja, sprawia, że maska nie spływa z włosów, ale na nich pozostaje. Przez co możemy z dużą wydajnością korzystać z maseczki :)

Aplikacja: Maskę należy aplikować na umyte i osuszone wcześniej włosy. Trzeba uważać, żeby nie przesadzić z jej ilością (szczególnie przy skalpie), bo łatwo 'przedobrzyć' i włosy będą nam się szybko przetłuszczać (podobnie, jak przy niedokładnym jej spłukaniu). Jeśli chodzi o  trzymanie maski na włosach to mamy tutaj kilka opcji. Czas należy regulować w zależności od naszych potrzeb. Ja nie schodzę poniżej 30 minut (najczęściej ją trzymam 45min-1h). Aby - wzmocnić efekt działania należy założyć czepek - termocap, który otrzymujemy w zestawie. Ja dodatkowo robię sobie:
- ciepłą łaźnię - zaparowana gorąca łazienka ewentualnie siedzę w saunie
- lub owijam czepek ręcznikiem i podgrzewam za pomocą suszarki

Maska łatwo się spłukuje, najlepiej przy pomocy zimnej wody (co dodatkowo potęguje zamykanie łusek włosowych).

Producent zaleca, aby produkt stosować  w odstępach 3-5 dniowych. Muszę jednak przyznać, że efekt działania maski bardzo uzależnia i już po pierwszym użyciu żałowałam, że maska nie nadaje się do codziennego używania! :(

Działanie: Intensywnie nawilża i regeneruje włosy. Nadaje im blask (który autentycznie wzbudza zazdrość koleżanek :D!) oraz zdrowy wygląd już po pierwszym stosowaniu! :D Włosy są miękkie i gładkie w dotyku. Nie plączą się i łatwo się rozczesują - i to bez silikonów w składzie! :D Niestety większość tego efektu znika wraz z kolejnym myciem włosów, choć muszę przyznać, że przy dłuższym stosowaniu działanie 'długofalowe' maski staje się bardziej zauważalne :) Ponadto pięknie podkreśla kolor włosów i wyostrza złote refleksy/pasemka na włosach^^ Poza tym czuprynka nie elektryzuje się i nie puszy tak chętnie, jak zazwyczaj.
Cena: w regularnej sprzedaży waha się w granicach 16.99- 19,00 zł/ 250ml, ale bardzo często można ją upolować na promocji, np. w Super-Pharm za jedyne 13,99 :D

PODUSMOWANIE 6/6

+ wydajność 
+ zapach
+ skład
+ działanie
+ dostępność 
+ cena

czwartek, 12 września 2013

Wszyscy mają zmywacz w płatkach? Mam i ja! :D

Jako, że lubię wszelkiego rodzaju wynalazki, to i biedronkowy zmywacz w postaci płatków kosmetycznych trafił do mojego koszyka :) Zdecydowałam się na dwa zapachy - kokos i jagodę. Inne zapachy oferowane przez producenta (swoją drogą dość znaną amerykańską firmę Ferity) to: wanilia, truskawka, pomarańcza i cytryna. 
Opakowanie: Małe, okrągłe, bardzo lekkie, zakręcane pudełeczko. We wnętrzu pudełeczka znajdują się stosunkowo cienkie nasączone zmywaczem płatki (nie ma ryzyka, że coś nam się wyleje), które niestety lubią się ze sobą sklejać :/ (ciężko wyjąć pojedynczy płatek).
Proponowana przez producenta kompaktowa forma zmywacza idealnie się sprawdza w podróży, kiedy każdy centymetr walizki jest na wagę złota :P. 




Skład: Propylene Carbonate, Water, Fragrance

- węglan propylenu, czyli nasz właściwy 'zmywacz' - rozpuszczalnik
- substancja zapachowa

Zapach: Bardzo przyjemny, co stanowi szczególnie miłą odmianę od typowych zmywaczy. Kokos!

Działanie: Zmywacz nie za dobrze sobie radzi z usuwaniem lakieru, szczególnie jeśli na paznokciach mamy coś więcej niż sam lakier, np. bazę czy utwardzacz... że o lakierze z brokatem nie wspomnę... Na pewno jego stosowanie w pojedynkę może być bardzo uciążliwe. Jak dla mnie zakrawa o masochizm :P, bo trzeba się nieźle namęczyć i zużyć sporo płatków, aby usunąć lakier. Dodatkowo po zmyciu lakieru na powierzchni paznokci pozostaje tłusty film, co ma swoje plusy, ponieważ nie wysusza paznokci na wiór. Z drugiej jednak strony uniemożliwia nam pomalowanie paznokci 'od razu' po zmyciu poprzedniego lakieru.

Dlaczego w takim razie kupiłam kolejne dwa opakowania? Otóż mi, jako posiadaczce kruchych i rozdwajających się paznokci, bardzo przypadł do gustu natłuszczający film :) Dlatego większość lakieru zmywam zwykłym zmywaczem bezacetonowym, po czym resztki usuwam płatkami, ciesząc się przy tym pięknym zapachem :) 

 (tłusta poświata po 'przejechaniu' płatkiem po dłoni)

Dostępność: Biedronka, Hebe

Cena: 3,99 zł / 32 płatki

PODSUMOWANIE 3/5
+ kompaktowe opakowanie
+ nie zawiera acetonu
+ przyjemny zapach
+/- zostawia tłusty film, nie wysusza skórek i płytki paznokcia
- mało wydajne

wtorek, 10 września 2013

Rouge Caresse! Czyli mój sposób na kuszące usta :)

Nareszcie udało mi się wyrwać z objęć pracy i coś naskrobać! :))

Od stosunkowo niedawna zaczęłam używać pomadek, jakoś do tej pory nie było mi z nimi po drodze. Baaaardzo długo szukałam czegoś, co spełniałoby moje wymagania, czyli nie wysuszało ust i nie podkreślało odstających skórek. No i udało się! Znalazłam cudeńko o nazwie Rouge Caresse od L'Oreal. Z ręką na sercu mogę stwierdzić, że jest to absolutnie najlepsza pomadka z jaką miałam do czynienia! Aktualnie posiadam numerek 102 mauve cherie, kultowy odcień polecany nawet przez Vogue (klik)! Ale planuję już zakup 03 lovely rose i 501 nude ingenue :D, które są absolutnie cudowne.

Szminka ta jest dostępna  w 16 bajecznych kolorach.
Opakowanie trochę po przejściach :P
 

Opakowanie: L'Oreal pod tym względem nie zawiódł. Estetyka opakowania na pewno spełni oczekiwania nawet najbardziej wymagających :) Pomadka jest zamknięta w eleganckiej przezroczysto-złotej skuwce (?) z wyeksponowanym logiem. Podczas jej zamykania słyszymy charakterystyczne kliknięcie, które świadczy o tym, że szminka została prawidłowo zabezpieczona.

Aplikacja: Niezwykle łatwa i przyjemna. Ze względu na delikatną konsystencję jej używanie w niczym nie przypomina tępego tarcia typowymi pomadkami, rozprowadza się naprawdę lekko przez co kojarzy mi się raczej z nakładaniem balsamu lub pomadki ochronnej. Dodatkowo dopasowany, lekko ‘skośny’ kształt szminki utrudnia wyjechanie poza linię ust.
Efekt: Połysk błyszczyka i kolor szminki! Rewelacja! Usta nawilżone, gładkie! Rouge Caresse nie wysusza moich ust i nie podkreśla suchych skórek (w odróżnieniu od większości zwykłych pomadek). Poza tym intensywność koloru można ‘regulować’ poprzez ilość nałożonych warstw.
Trwałość: Średnia. Dość szybko się ściera, ale pigment nadal pozostaje na ustach. Można powiedzieć, że mści tu się konsystencja pomadki, która w przypadku aplikacji jest jej zaletą. No, ale cóż nie można mieć wszystkiego :p

Cena: 43zł / 3,6g

PODSUMOWANIE 5,5/6

+ przyjemny zapach
+ elegancki design
+ połysk błyszczyka i kolor szminki
+ nawilżone usta
+ bardzo wydajna
- trwałość
- cena

środa, 4 września 2013

Moje małe zakupy kosmetyczne

Hejka! Daaaaawno mnie tu nie było, ale ostatnio w moim życiu miało miejsce sporo zmian. Pierwsza praca, przeprowadzka, szukanie mieszkania 'na wariata' ;p Póki co próbuję jakoś się w tym wszystkim odnaleźć, ale nie jest ławo. Przybyło mi mnóstwo obowiązków, także po całym dniu padam na twarz xD no i blogowanie schodzi na dalszy plan... :( Mimo to udało mi się dzisiaj wskoczyć na małe zakupy (tak na poprawę humoru :D) i postanowiłam się nimi pochwalić ;p

Oto moje dzisiejsze łupy :P

Od lewej:   
AA Technologia Wieku 18+ Pielęgnacja Młodości, Krem nawilżająco - rozświetlający na dzień i na noc - skusiłam się na niego ponieważ ma go moja siostra i bardzo sobie chwali. Stwierdziłam, że skoro ona może, to i ja też ;p A co! ;p A nuż się okaże, że to ten jedyny ♥!

L`Biotica, Biovax, Intensywnie regenerująca maseczka do włosów blond - produkt z serii, której chyba nie trzeba nikomu przestawiać. Stały składnik pielęgnacji moich włosów, cudownie pachnie i daje rewelacyjne efekty. Do tego udało mi się upolować tę maskę w promocyjnej cenie w Super-Pharm :D

Style Pen, Pachnące zmywacze do paznkoci (kokos i jagoda), czyli biedronkowa uczta dla paznokci! Musiałam zakupić kolejne 2 opakowania, ponieważ bardzo mi przypadły do gustu po pierwszych testach. I do tego ten zapach!!! :D

Tołpa mikrozłuszczający żel peelingujący do mycia twarz - do zakupu tego peelingu przymierzałam się już od dawna. Peeling ten zbiera pochlebne recenzje, poza tym chciałabym go porównać z jego odpowiednikiem z Biedronki.

Kolastyna, Refresh, Peeling do twarzy z mikrogranulkami złuszczającymi - no i kolejny peeling! :D Jak przystało na peelingomaniaczkę, nie mogłam sobie odmówić tego zakupu, kiedy tylko zobaczyłam tę kusząco wyglądającą zieloną tubkę! Mam nadzieję, że się nie rozczaruję.

I to by było na tyle :) Jak się Wam podobają moje zakupy? Miałyście może któryś z tych produktów? 

Pozdrawiam! :*

czwartek, 29 sierpnia 2013

Pomarańczowa przyjemność dla... nosa :)

Jestem maniaczką peelingów! :D Ubóstwiam wręcz wszelkiego rodzaju drapaki. Dlatego fakt, iż pomarańczowy peeling Bourjois trafi w moje łapki był kwestią czasu :) Okazja się nadarzyła podczas jednego z -40% w Rossmannie (swoją drogą akcją bardzo druzgocąca dla mojego portfela). Firmę Bourjois każdy zna. Słynie przede wszystkim z rewelacyjnej kolorówki, której nikomu nie trzeba przedstawiać. Dlatego i poprzeczka wobec tego peelingu była wysoka.  

Oryginalna nazwa: Bourjois Radiance - Boosting Face Scrub (Rozświetlający peeling do twarzy) 

Opakowanie: Wygodna, miękka, przezroczysta tubka o pojemności 75ml (przezroczyste opakowanie pozwala nam na łatwe obserwowanie zużycia). Wygodne dozowanie.
 

Skład: Aqua(Water), Glycerin, Cyclopentasiloxane, Helianthus Annuus(Sunflower) Seed Oil, Cetearyl Alcohol, Sorbitan Stearate, Glyceryl Stearate,PEG-100 Stearate, Polyethylene, Phenoxyethanol, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Parfum(Fragrance), Jojoba Esters, Xanthan Gum, Hexyl Cinnamal, Bambusa Arundinacea Stem Extract, Tetrasodium Edta, 1,2- Hexanediol, Caprylyl Glycol, Sodium Hydroxide, Ethylhexylglycerin, Propylene Glycol, Limonene, Linalool, Cl 19140, Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Fruit Extract, Cl 15985, Tropolone, Talc, Cl 73360, Tocopherol

Skład mocno chemiczny:
- gliceryna- nawilżacz
- cyklopentasiloksan - silikon lotny (chroni przed odparowaniem wody z powierzchni skóry), niegroźny jeśli chodzi o tworzenie zaskórników
- olej z nasion słonecznika - odpowiedzialny za delikatny, tłusty film na powierzchni skóry, jaki zostaje po zastosowaniu peelingu
- emolienty
- emulgatory
- polietylen - czyli nasze drobinki ścierające :) 
- substancje/ składniki kompozycji zapachowej
- Stearynian glicerolu (substancja konsystencjotwórcza)
- guma ksantanowa 
- wyciąg z łodyg bambusa - działanie wygładzające, przeciwbakteryjne
- regulatory (np. pH - wodorotlenek sodu), stabilizatory, konserwanty 
- wyciąg z kwiatów drzewa pomarańczy gorzkiej - działanie odżywcze, odświeżające
- glikol kaprylowy, alkilowa pochodna gliceryny, glikol propylenowy - humektanty  
- talk - absorbuje wilgoć, zmniejsza tłustość kosmetyku
- barwniki 
- tokoferol 

Konsystencja: Z typowym peelingiem ma niewiele wspólnego... kremowa konsystencja choć bardzo przyjemna, nie do końca się tu sprawdza. Drobinek jest niewiele. Za to są dość ostre i przypominają nieco kryształki cukru, ale na pewno nikomu nie zrobią krzywdy. 

Zapach: Piękny orzeźwiający, pomarańczowy zapach, który podbije każde serce! Zupełnie nie chemiczny. Sprawia, że stosowanie jest mega przyjemnością :D

Aplikacja i działanie: W związku z kremową konsystencją peelingu, nieliczne drobinki rozchodzą się po załamaniach dłoni i w efekcie ze złuszczania nici... Po prostu kremowa forma nie współgra z drobinkami. Naprawdę trzeba się natrudzić, żeby tą skórę chociaż trochę 'pomiziać' tymi maleństwami :p Dlatego produkt ten określiłabym raczej, jako krem z drobinkami do mycia twarzy, niż peeling, bo z peelingiem jako takim ma niewiele wspólnego. Bardzo mnie to rozczarowało, bo jestem fanką mocnych drapaków. Cudów się nie spodziewałam, ale liczyłam na coś więcej. ( Za to na pewno przypadnie do gustu osobom o delikatnej cerze!) Poza tym nie zaobserwowałam też obiecywanego przez producenta działania rozświetlającego :(

Przyjemne uczucie gładkości, które towarzyszy nam po zastosowaniu tego produktu to niestety nie efekt złuszczania, a zawartego w nim oleju słonecznikowego :/ Skóra jest mocno nawilżona, choć peeling ten potrafi też przetłuszczać (szczególnie jeśli ktoś tak jak ja ma cerę mieszaną). Swoim działaniem przypomina trochę krem do suchej skóry. Po spłukaniu, na twarzy pozostawia delikatny tłusty film.

Jako, że nie mogłam przeboleć rozczarowania tym pięknie pachnącym 'peelingiem', postanowiłam znaleźć dla niego jakieś inne zastosowania, i tak:
1) mieszam go z dwoma łyżkami cukru i robię z niego porządny drapak! :D  lub
2) zimą, kiedy łatwiej o przesuszoną skórę twarzy - 'peeling' stosuję jako maseczkę, w tym celu go pozostawiam na 10 minut na twarzy, po czym spłukuję i cieszę się nawilżoną, odżywioną skórą :)

To już moje kolejne opakowanie i śmiało mogę powiedzieć, że w takiej formie sprawdza się dla mnie idealnie. Niestety kupuję go tylko jak jest w promocji, bo to troszkę za dużo jak za taką ilość i konieczność kombinowania :P
 

Cena: ok. 15zł/ 75ml

PODSUMOWANIE 2,5/6

+ piękny zapach!
+ nie podrażnia, nie uczula, pozostawia cerę odżywioną i miękką w dotyku
- trudno go traktować jako peeling (nietypowa konsystencja i nieliczne drobinki) 

- stosunkowo mało wydajny
- cena (totalnie nieadekwatna do tego, co nam oferuje producent)

sobota, 24 sierpnia 2013

Nominacja do Liebster Award!

Trochę spóźniona, ale już nadrabiam!
Dziękuję berrymess za nominację i zaproszenie mnie do zabawy :):*
Pierwszy raz biorę udział w takiej akcji i mam nadzieję, że niczego nie poprzekręcam :P 


Regulamin
,,Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za “dobrze wykonaną robotę”. Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów  więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował.”

1. Zawsze masz przy sobie?

Pomadkę ochronną i gaz pieprzowy :D
2. 5 ulubionych produktów kosmetycznych?
Peeling kawowy, minerały i pędzle EDM, gąbka syrenka, TT, micel z Biedronki xD
3. Jaka firmę kosmetyczną najbardziej lubisz?
Aktualnie Marion - perełki i na dodatek za grosze :)
4. Gdzie wyjechałabyś na swoje wymarzone wakacje?
Do Korei, Singapuru albo jakieś kraje skandynawskie czy Islandia :)
5. Czego nie lubisz robić?
Prasować <wrrr>
6. Najlepsze wspomnienie z życia?
Zachód słońca 2400 m. n.p.m. :)
7. Jakie blogi najbardziej lubisz czytać?
Prawdziwe i szczere opinie ludzi z pasją, którzy rzeczywiście mają coś do przekazania.
8. Najgorszy produkt kosmetyczny z jakim miałaś styczność to?
Plastry z woskiem do depilacji twarzy, które zaaplikował mi na śnie mój kolega podczas wycieczki w góry :| Przez 3 dni chodziłam z czerwonym, obolałym strupem po nosem xD
9. Ulubione perfumy?
Dużo ich :D :  Halle Berry Reveal, Chloe Roses de Chloe, Thierry Mugler Angel, Lolita Lempicka, Calvin Klein Obsession Night Women, BeneFit Crescent Row Laugh With Me Lee Lee i dużo duuuuuużo innych :DD
10. Ulubiony deser? 
Nie wiem czy żelki można uznać za deser, ale kocham żelki i ślubuję im dozgonną wierność ;D
11. Dlaczego prowadzisz bloga?
Ostatnio dużo pozmieniało się w moim życiu, nie wszystko koniecznie tak, jak bym chciała. To jest taka moja odskocznia. Azyl, gdzie nie muszę się skupiać na tych wszystkich kłębiących się problemach. Poza tym jest to szansa, żeby poznać i uczyć się od inne wspaniałych osób z pasją :)

Moje pytania:
1. Gdybyś mogła zabrać jeden kosmetyk na bezludną wyspę to byłby... i dlaczego?
2. Największa Twoja zaleta?  
3. Twoje największe kosmetyczne szaleństwo to?  
4. W ludziach cenię sobie...
5. W ludziach najbardziej mnie drżni...
6. Upragniony kosmetyk, którego zakup graniczy z szaleństwem? ;p  
7. Czego na pewno nie chcesz wypróbować (jedzonko, kosmetyk)?  
8. Twoje hobby.  
9. Ulubiony kolor ;p  
10. Nie będe oryginalna ;p - Dlaczego prowadzisz bloga? 
11. Najgorszy zakup kosmetyczny to... 

Nominowane blogi to: 
http://damulka.blogspot.com/ 
Nie trzymam się stricte regulaminu, bo póki, co śledzę i znam tylko te blogi. 
Pozdrawiam i zapraszam do zabawy! :)

piątek, 23 sierpnia 2013

Konkurs z okazji drugich urodzin Błachostek Kosmetycznych! :)

Rocznica zacna, bo już drugi rok w blogosferze! Serdecznie zapraszam do udziału :) 
(wystarczy kliknąć na obrazek)
  

środa, 21 sierpnia 2013

SKIN79 Snail Nutrition BB Cream SPF45 PA+++, czyli moja przgoda bez happy endu :(

Przez dłuugi czas pozostawałam obojętna wobec zachwytów nad kremami BB. Jednakże zimowe wieczory na wizażu zrobiły swoje, no i przepadłam! Do tego te obietnice producenta, cała ta lecznicza otoczka i pochlebne recenzje dziewczyn... Postanowiłam spróbować! Przy okazji zakupów wrzuciłam do koszyczka próbki: Skin79 Hot Pink, Skin79 Super Plus Triple, SKIN79 Snail Nutrition, Missha Perfect Cover, SkinFood Mushroom i Honey Black Tea. Jako, że mam bardzo jasną cerę o lekko różowym odcieniu najlepiej sprawdził się właśnie SKIN79 Snail Nutrition BB Cream. Początkowo nieufna (śluz ślimiaków? że jak? fuuuu... ;D) i przyzwyczajona do pielęgnacji minerałami obawiałam się tego mazidła, ale po pierwszej aplikacji pokochałam to cudo i stwierdziłam, że stanowi idealne uzupełnienie dla pielęgnacji mojej mocno nieidealnej (z naciskiem na mocno :( ) skóry twarzy. Niestety nic co piękne nie trwa wiecznie... nasz 'romans' zakończył się dla mnie małą katastrofą, ale o tym później.

 
Opakowanie:
Krem otrzymujemy w eleganckim złotym opakowaniu z delikatnymi tłoczeniami. We jego wnętrzu znajduje się równie elegancki plastikowy pojemniczek zaopatrzony w pompkę, która ułatwia aplikację kremu (siła nacisku pozwala nam regulować dozowaną ilość). Całość jest perłowo/biało-złotej kolorystyce. Estetyka opakowania jest bez zarzutu. Pewne utrudnienie stanowi jednak fakt, że przez nieprzezroczyste opakowanie nie można sprawdzić ile produktu zużyliśmy :/

Na rynku dostępne są wersje: 15 i 40 g (buteleczka z atomizerem lub tubka) oraz saszetki (próbki - 2g).




UWAGA! na podróbki! Aktualnie jest to jeden z najnamiętniej podrabianych BB kremów. Żeby tego uniknąć najlepiej kupować u autoryzowanych dostawców lub renomowanych sprzedawców.

System hologramowych etykiet autentyczności wprowadzono w 2010r. w celu odróżnienia oryginalnych produktów Skin79. Obecnie firma ta odchodzi od tego systemu zabezpieczeń i najnowsze partie produktów Skin79 są już bez etykiety autentyczności.

Na opakowaniu brak jest adnotacji, co do testów na zwierzętach. Z jednej strony jest typowe dla kosmetyków azjatyckich (gdzie certyfikacja produktów to głównie Eccocert i inne eko-certyfikaty), z drugiej jednak strony kłóci to się trochę z regulacjami dotyczącymi obrotu kosmetykami na terenie UE. Na blogu Azjatyckiego Cukru (klik!) wyczytałam, że udało się jej uzyskać jako takie zapewnienie ze strony Skin 79. Jednak wątpliwości nadal są, gdyż nie jest to oficjalne stanowisko firmy. Dlatego to 'czy stosować' zostawiam już do Waszych rozważań.

Cena: ok. 90zł za 40g (cena typowa jak za oryginalny azjatycki krem BB)


Dostępność: z pewnością nie jest to krem, który możemy nabyć w każdym kiosku czy drogerii. Jego zakup wymaga od nas troszkę zachodu. I tak możemy do nabyć na portalach aukcyjnych lub w drogeriach internetowych. Ja swój pierwszy pełnowymiarowy krem BB nabyłam na allegro :)

Skład: Snail Secretion Filtrate, Titanium Dioxide, Phenyl Trimethicone, Dimethicone, Zinc Oxide, Butylene Glycol Dicaprylate/Dicaprate, Orbignya Oleifera Seed Oil, Cetyl PEG/PPG-10/1 Dimethicone, Butylene Glycol, Arbutin, Cyclopentasiloxane, Cyclohexasiloxane, Magnesium Sulfate, Trimethylsiloxysilicate, Aluminum Hydroxide,Stearic Acid, Dimethicone/Vinyl Dimethicone Crosspolymer, Sorbitan Isostearate, Calcium Stearate,Quaternium-18 Bentonite, Polyglyceryl-4 Isostearate, Hexyl Laurate, Triethoxycaprylylsilane,Water, Adenosine, Tocopheryl Acetate, Hamamelis Virginiana (Witch Hazel) Water, Linaria Japonica Extract,Anthemis Nobilis Flower Water, Aloe Barbadensis Leaf Extract, Centella Asiatica Extract,Copper Tripeptide-1,Betula Platyphylla Japonica Juice, Beta-Glucan, Portulaca Oleracea Extract, Imperata Cylindrica Root Extract, Sodium Hyaluronate, Glycine Soja (Soybean) Sprout Extract, Magnolia Kobus Bark Extract, Mentha Piperita (Peppermint) Leaf Extract, Malva Sylvestris (Mallow) Extract,Melissa Officinalis Leaf Extract, Primula Veris Extract, Achillea Millefolium Extract, Alchemilla Vulgaris Extract,Veronica Officinalis Extract,, Disodium EDTA, Caprylyl Glycol, Ethylhexylglycerin, 1,2-Hexanediol, Fragrance, CI 77491, CI 77492, CI 77499 

I tu zaczyna się zabawa ;D
Można powiedzieć, że skład też jest typowy dla kosmetyków azjatyckich, czyli megaaa skomplikowany z olbrzymią ilością polepszaczy. Ale do rzeczy:
- pierwszą pozycję stanowi wyciąg ze śluzu naszego ślimaczka :D, który to według zapewnień producenta ma determinować cudowne działanie naszego kremu BB (swoją drogą ostatnio bardzo modny składnik azjatyckich kremów) - zdecydowanie nie dla fanów mięczaków :P
- dwutlenek tytanu, tlenek cynku  to filtry mineralne odpowiedzialne za ochronę przed słońcem
- trimetikon fenylowy (silikon nierozpuszczalny w wodzie), dimetikon (silikon rozpuszczalny w wodzie) - UWAGA! mogą zapychać!!!
- cyklopentasiloksan i cykloheksasiloxan to silikony lotne, zapobiegają nadmiernemu odparowywaniu wody, ułatwiają aplikację (rozsmarowywanie kosmetyku)
- ester glikolu butylenowego i mieszaniny kwasów kaprylowego i kaprynowego - zapobiega nadmiernemu odparowywaniu wody, odbudowuje płaszcz lipidowy skóry (zniszczony np. umyciem buzi przed aplikacją)
- olej z nasion palm Orbignya Oleifera - nawilża i zmiękcza skórę
- emolienty
- glikol butylenowy - humektant
- arbutyna - działanie rozjaśniające, przeciwzapalne
- siarczan magnezu - w dużym skrócie - mydło :D
- trimetylosiloksykrzemian - suchy emulgator (nie wykazuje działania komedogennego)
- regulatory (lepkości, pigmentacji), zagęszczacze, stabilizatory/konserwanty
- emulgator
- adenozyna - przeciwko starzeniu
- octan tokoferylu - pochodna witaminy E (przeciwutleniacz)
- hydrolaty: oczarowy (przeciwzapalnie, przeciwbakteryjnie), z rumianku szlachetnego (przeciwzapalne), 
- wyciągi roślinne: linarii japońskiej (przeciwzapalne, przeciwutleniacz), liści aloesu (odkażające, przeciwzapalne, łagodzące), wąkroty azjatyckiej (przeciwzmarszczkowo, antybakteryjnie, przeciwzapalnie), sok z brzozy azjatyckiej,  portulaki pospolitej (przeciwzapalnie), imperaty cylindycznej (nawilżacz), kiełków soi (humektant), magnolii japońskiej, liści mięty pieprzowej, malwy, pierwiosnka, krwawnika, przywrotnika pospolitego, przetacznika leśnego 
- CG-peptyd miedzi - przeciwko starzeniu
- beta-glukan - przeciwutleniacz, działa przeciwzapalnie
- hialuronian sodu - humektant

- substancja zapachowa
- barwniki

Konsystencja: Mazidło! Przypomina drogeryjne fluidy, z tym, że ma bardziej oleistą konsystencję. Łatwo się rozprowadza po skórze. Choć jego aplikacja nie nastręcza trudności to i tak jego stosowanie może być nie lada traumatycznym przeżyciem dla kogoś, kto na co dzień stosuje sypkie minerały.

Kolor: Początkowo jest zaskakująco ciemny, jednak po rozprowadzeniu na skórze ujawnia nam się nietypowy, bo bladoróżowy kolor (w odróżnieniu od większości BB kremów, które mają ziemiste odcienie). Niestety nie ma mowy o wspominanym przez producenta przystosowywaniu się kremu do kolorytu naszej skóry, a przynajmniej ja takowego nie zauważyłam. Krem był różowawy i taki pozostaje. Odniosłam natomiast wrażenie, że z czasem krem jeszcze bardziej blednie na twarzy, czyniąc ją wręcz niezdrowo wyglądającą.

Zapach: naprawdę przyjemny, kojarzy mi się z jakimiś perfumami

Aplikacja i działanie: Ze względu na jego 'oleistą' konsystencję zrezygnowałam ze stosowania pod niego kremu, ponieważ obawiałam się, że to może być zbyt dużo jak dla mojej cery. Aplikacja nie nastręcza trudności. Krem łatwo się rozprowadza za pomocą opuszków palców. Zdecydowanie nie jest on rozwiązaniem dla fanów matowego wykończenia, ponieważ samodzielnie stosowany pozostawia tłustą poświatę na skórze twarzy. Dla mnie ten efekt był do przeżycia, jako cena za wyrównany koloryt skóry (ukrywanie przebarwień i rozszerzonych porów ♥). Ładnie stapiał się z cerą, delikatnie rozjaśniał i pomimo bladości skóra wyglądała nieskazitelnie i zdrowo. Niestety wraz z pierwszymi promieniami słońca, moja skóra zmieniła odcień i BB krem zaczął mnie strasznie bielić. Podjęłam próbę zmatowienia i 'pokolorowania' go lekkim podkładem mineralnym, niestety: łatwo się ścierał pędzelkiem od podkładu, dodatkowo warzył i rolował. Zwyczajnie nie sprawdził się jako baza pod mój mineralny makijaż. Mniej więcej w tym samym czasie (czyli po 3 miesiącach) stosowania zauważyłam, że wróciły moje problemy z cerą. 2 lata wcześniej brałam retinoidy i zdążyłam już zapomnieć, co to zaskórniki i gule pod skórą. Przeprowadziłam mini śledztwo w mojej pielęgnacji i okazało się, że problemy te zaczęły się nasilać w miarę stosowania BB kremu. Aktualnie minęły 4 miesiące od odstawienia i cera zaczyna wracać do normy, a mój krem BB czeka na lepsze czasy. Nie skreślam go, ale zdecydowanie musimy od siebie 'odpocząć' :P

PODSUMOWANIE 4,5/6

+ eleganckie, przyjemne dla oka opakowanie
+ idealnie stapia się ze skórą, wyrównuje koloryt
+ maskuje przebarwienia i rozszerzone pory
+ pięknie pachnie
+ wydajny
- cena
- trudności w ocenie ilości zużytego produktu

- kolor (nie każdemu może odpowiadać nietypowy bladoróżowy odcień)
- skład ( może ZAPYCHAĆ! :(( )
- dostępność

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...